Terminy Spotkań:

 

MAJ 2019

 

02.05.2019

MSZA ŚWIĘTA

Po Mszy Św.

modlitwa wstawiennicza

CZWARTEK, GODZ.18:00

 

09.05.2019

 

SPOTKANIE MODLITEWNE

CZWARTEK, GODZ.19:00

ŚWIETLICA

 

12.05.2019

MSZA ŚW. ZA WSPOLNOTY

ODNOWY W DUCHU ŚWIĘTYM

NIEDZIELA, GODZ. 8:30

 

16.05.2019

SPOTKANIE MODLITEWNE

CZWARTEK, GODZ. 19:00

ŚWIETLICA

 

23.05.2019

 

SPOTKANIE MODLITEWNE

CZWARTEK,GODZ.19:00

ŚWIETLICA

 

 

30.05.2019

DROGA ŚWIATŁA 

PO MSZY ŚW. O GODZ. 18:00 

CZWARTEK

 

 

 

Dzisiaj jest: 25 Maj 2019    |    Imieniny obchodzą: Grzegorz, Urban, Magda


Licznik odwiedzin:

dzisiaj:221
wczoraj:359
w tym tygodniu1672
w tym miesiącu:6762
razem:285644


 
Jest taka pieśń żydowska śpiewana podczas Paschy, która nazywa się „Dayenu”: „to już by nam wystarczyło”. To już by nam wystarczyło, żeby zobaczyć, że On naprawdę jest Bogiem z nami. A jednak On poszedł dalej.
Niedziela Chrztu Pańskiego kończy liturgiczny okres Narodzenia Pańskiego. Może się wydawać dziwnym połączenie wydarzeń związanych bezpośrednio z narodzeniem Jezusa oraz wydarzenia, które dokonało się jakieś trzydzieści lat później, kiedy był już dorosły. Jest jednak coś, co je łączy.
 
Liturgia okresu Narodzenia Pańskiego objawia nam Jezusa jako Emmanuela – Boga z nami. Boże Narodzenie to moment, w którym Bóg wchodzi w życie świata jako człowiek. „Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami”.
 
Jest taka pieśń żydowska śpiewana podczas Paschy, która nazywa się „Dayenu”. To słowo tłumaczy się jako: „to już by nam wystarczyło”. Kolejne zwrotki pieśni mówią o cudach i interwencjach, których Bóg dokonał w historii zbawienia, pokazując, że każde z nich byłoby wystarczające: Gdyby nas wyprowadził z Egiptu, to już by nam wystarczyło. Gdyby wymierzył sprawiedliwość Egipcjanom, to już by nam wystarczyło. Itd. Jednak Bóg jest tak dobry, że robi kolejne rzeczy, żeby pokazać jak bardzo kocha swój Naród.
 
Przywołuję tę pieśń, ponieważ dzisiejsza niedziela jest jak śpiew „Dayenu”. Gdyby Bóg przyszedł na świat i stał się jednym z nas, to już by nam wystarczyło. To byłby wspaniały znak Jego miłości, która sprawiła, że „uniżył samego siebie stając się podobnym do nas” – jak powie św. Paweł. To już by nam wystarczyło, żeby zobaczyć, że naprawdę jest Bogiem z nami. A jednak On poszedł dalej.
 
Chrzest, który przyjmowali ludzie od Jana był chrztem nawrócenia. Ludzie wchodząc do Jordanu uznawali się publicznie za grzeszników. Wśród przyjmujących chrzest od Jana nie było jednak faryzeuszów. Ich nazwa bierze się od hebrajskiego słowa: „perusza”, czyli „ten, kto się oddziela”. Oddzielali się od wszystkiego, co było „nieczyste” według Prawa. Faryzeusze nie byli w stanie stanąć w tej samej wodzie z grzesznikami. Ich „czystość” oddzielała ich od reszty społeczeństwa.
 
To, co robi Jezus jest szokujące. List do Hebrajczyków podkreśla, że Jezus stał się podobny do nas we wszystkim oprócz grzechu. A jednak nie będąc grzesznikiem stanął w wodach Jordanu – jako jeden z nich. To znaczy jako jeden z nas. Emmanuel – Bóg z nami.
 
Tak bardzo z nami, że nie mając grzechu stawia się na równi z grzesznikami. Mesjasz, który się nie oddziela, nie boi się ubrudzić, nie boi się tych, którzy są brudni. Wiedział doskonale, że ryzykuje bardzo dużo i daje faryzeuszom argument przeciwko sobie. Przecież Mesjasz przychodzi jako święty, a nie jako grzesznik. A oni widzieli Go jak publicznie uznał się jednym z grzeszników przyjmujących chrzest od Jana. Jednak On jest tak bardzo Bogiem z nami, że nie boi się stracić twarz, zaryzykować swój autorytet, narazić się na zniesławienie.
 
I oto dzieje się coś dziwnego. Z nieba słychać głos: „Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie”. Pośród nieczystych wód Jordanu, zanieczyszczonych przez grzeszników Bóg czyni wyznanie miłości. Ojciec, który jak mówi św. Paweł, „dla nas grzechem uczynił Tego, który nie znał grzechu” w Nim także wyznaje swoją miłość do grzeszników.
 
Tak, w Jezusie stojącym w Jordanie, Ojciec mówi grzesznikowi: jesteś moim umiłowanym dzieckiem. Skandal! Bóg nie oddziela się od grzesznika, ale wyznaje mu miłość. Po dzień dzisiejszy, to jest skandaliczne, ale właśnie ten skandal stał się Dobrą Nowiną dla nas, grzeszników. Bóg jest Emmanuelem – Bogiem z nami. I wcale nie z nami grzecznymi, świętymi, poukładanymi, ale także z nami grzesznymi. Nie ma upodobania w grzechu, ale chrzest Jezusa w Jordanie pokazuje wyraźnie, że także grzesznik jest Jego dzieckiem, w którym ma upodobanie, to znaczy, do którego się przyznaje i kocha.
 
Ks. Łukasz Kachnowicz 
 
       
Jak nie zepsuć Adwentu?
 
Adwent jest wyjątkowym czasem w życiu człowieka wierzącego. Kościół proponuje nam na te kilka tygodni bardzo obfitą paletę możliwości większego zaangażowania w oczekiwanie na przyjście Pana. Oto wskazówki, które pomogą dobrze przeżyć ten czas.
 
1. Uświadom sobie, na co tak naprawdę czekasz
 
Jaka jest Twoja pierwsza myśl, gdy słyszysz “Boże Narodzenie”? Dla wielu z nas oznacza to: świętowanie, rodzinną atmosferę, wolne od szkoły czy pracy, możliwość odpoczynku. Ale czy to na to najbardziej czekamy? Adwent ma nas przygotować na przyjście Pana – zarówno na Jego powtórne przyjście na końcu świata, paruzję, jak i na Jego narodzenie. To na Nim powinno się skupić nasze oczekiwanie.
 
2. Pomyśl, kto czeka na Ciebie
 
Okres przedświąteczny zdaje się wyzwalać w ludziach większą otwartość, szczodrość i chęć pomocy. Rozliczne przedświąteczne zbiórki, charytatywne koncerty, przygotowywanie paczek z prezentami zachęcają nas do dawania siebie innym. Co ciekawe – mimo wielu wydatków w tym czasie, chętniej otwieramy swoje serca i portfele, by pomóc bardziej potrzebującym. Pomyśl, komu możesz w tym adwencie coś ofiarować, kto oczekuje Pana Boga i mógłby Go znaleźć w Twojej dobroci.
 
3. Roratnie wstawanie to nie wyścig po zaliczenie
 
Moda na roraty rozpowszechnia się. Kościoły w wielu parafiach są pełne wiernych, także i dzieci, mimo porannej pory. Łatwo jednak wpaść w przekonanie, że Adwent będzie ważny tylko z nimi. Roraty to nie konkurs z medalami. Jaka motywacja przyświeca Twojemu porannemu wstawaniu? Im bliższa jest Boga, tym lepiej. Roraty nie mogą być sposobem na udowodnienie sobie i komukolwiek, że jest się lepszym i wytrwalszym.
 
4. Nastrój – tak, ale czemu od razu świąteczne piosenki?
 
Bolączką naszych czasów jest nieumiejętność czekania. Denerwują nas korki i kolejki, biegniemy na metro nawet jeśli kolejne przyjedzie za kilkadziesiąt sekund, a w sklepach choinki, bombki i światełka pojawiają się prawie obok zniczy na początku listopada. Adwent może być dla nas lekcją cierpliwego czekania. Ale nie da się tego zrobić, jeśli od początku fundujemy sobie świąteczne – urocze skądinąd – piosenki we wszystkich gatunkach muzycznych. Poczekaj z tym. W sieci można znaleźć wiele pięknych adwentowych utworów o niezwykle bogatych tekstach – może skorzystasz z adwentowej playlisty Stacji7. Zdążysz jeszcze nasłuchać się kolęd i piosenek o Nowonarodzonym.
 
5. Nie zostawiaj wszystkiego na ostatnią chwilę
 
Przygotowanie Świąt to spore wyzwanie. Kiedy żyjemy w biegu, czas ucieka nam nie wiadomo kiedy i nagle robi się 22, 23 grudnia. Zdenerwowani biegamy od sklepu do sklepu w poszukiwaniu prezentów, przytłacza nas ogrom sprzątania, nie wspominając o gotowaniu. Spróbuj zrobić, co możesz, wcześniej – szczególnie jeśli chodzi o duchowe porządki czyli spowiedź. Pomoże Ci to zaoszczędzić stres i niepotrzebne nerwy.
 
6. Niech przygotowania nie będą ważniejsze od Gościa
 
Chyba wszyscy zgodzimy się, że celem adwentu i przygotowań na Boże Narodzenie nie jest wzorcowe posprzątanie domu, suto zastawiony stół i spełniające marzenia prezenty. Jezus przychodzi, by dać nam miłość i pokój, którymi będziemy mogli się dzielić w gronie najbliższych. W ferworze przygotowań nie zapomnij, że najważniejszy w tym wszystkim jest Pan Bóg. W końcu to jego narodzenie będziemy świętować – nie można zostawiać go na dalszym planie.
 
7. Nie nadymaj się tak
 
Bóg przyszedł na świat jako maleńkie dziecko. To, co może nam Go przesłonić, to przerost formy nad treścią. Zastanów się, co w adwencie pomoże Ci przygotować się na jak najszczersze przyjęcie Go do swego życia. Pomysłów może być wiele, ale aktywność to nie wszystko, bo “nic się nie zmieni, jeśli nic nie zmienisz”. Niech to będzie błogosławiony czas!
 
Otylia Sałek, dziennikarka Stacja7
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 następna > ostatnia >>

Strona 2 z 26